Przez trzy miesiące stosowałem DCF jako główne narzędzie wyceny w analizie sektora przemysłowego. Wyniki były pouczające, ale nie w sposób, którego się spodziewałem.
Gdzie model się sprawdza
DCF działa dobrze tam, gdzie przepływy pieniężne są stabilne i przewidywalne. Spółki z długoterminowymi kontraktami, np. operatorzy infrastruktury, dają wyniki zbliżone do cen rynkowych w granicach 8-12%. To wystarczająco wąski przedział, żeby podejmować decyzje.
Gdzie model zawodzi
Przy spółkach wzrostowych z ujemnymi EBIT model staje się spekulacją. Zmiana założenia dotyczącego stopy wzrostu o 1 punkt procentowy przesuwała wycenę o ponad 30%. Przy takich wrażliwościach DCF przestaje być narzędziem analitycznym, a staje się narzędziem narracyjnym.
Kluczowy wniosek z eksperymentu
Najważniejsza decyzja nie dotyczy samego modelu, lecz wyboru horyzontu prognozy. Skróciłem go z 10 do 5 lat i dodałem analizę scenariuszową. Wyniki stały się bardziej odporne na błędy założeń, a czas przygotowania analizy skrócił się o jedną trzecią.
DCF to narzędzie, które wymaga świadomego doboru kontekstu. Stosowane bezkrytycznie daje złudne poczucie precyzji.